Planten un Blumen - Hamburg

25 07 2010

Każdego kto zawita do Hamburga chociaż na krótką chwile poza zwiedzeniem portu, centrum zachęcam do spaceru po parkach a w szczególności Planten un Blumen. Można dojść idąc na azymut, kierunek wyznacza ponad 200 metrowa wieża telewizyjna górująca nad miastem oraz hotel Radisson Blue. Ewentualnie metrem wysiadając na stacji Stephansplatz albo St. Pauli.

Na sporym trenie znajdziemy ogród botaniczny z palmiarnią, największy ogród Japoński w Europie oraz wiele innych atrakcji dla mniejszych i tych większych. A wieczorem, po zachodzie słońca pokaz pulsującej w rytm muzyki fontanny.

Całość parku pięknie utrzymana jednocześnie stwarzająca możliwość cichego a czasami romantycznego, tylko we dwoje, odpoczynku na ławkach i mostkach ogrodu Japońskiego. Czy to rozłożenia swoich kości na łące, na słońcu po pracy, czy też spacerów po ogrodzie różanym. Dzieciom na pewno przypadnie do gustu wspaniały plac zabaw z rozlicznymi atrakcjami w tym wodnymi. Dorośli mogą wziąć udział w tradycyjnej ceremonii parzenia herbaty.



Hamburg

10 07 2010

Hamburg – Wolne i Hanzeatyckie miasto przy ujściu Łaby. Historyczny port i prężny ośrodek miejski uchodzący za jedno z najpiękniejszych miast Niemiec. W którego panoramie poza nowoczesnymi biurowcami dominują wierze głównych kościołów a niedługo również nowoczesny budynek nowej filharmonii powstający nad brzegiem Łaby ponad starym budynkiem portowym.

Miast w moim odczuciu stworzone dla ludzi, z szerokimi ulicami na których jest miejsce nie tylko dla samochodów ale również dla pieszych, rowerzystów oraz drzew. Władze wielu Polskich miast mogły by się uczyć. Miasto pełne zieleni, tętniące ciągle życiem nie tylko w części portowej. W szczególności fascynujące są jeziora na rzece Alster, które dla mieszkańcy po pracy zamieniają się w raj żeglarzy i wioślarzy. Którego brzegi są również ulubionym miejscem osób biegających i jeżdżących na rowerach.

Hafen city

Stare miasto poprzecinane licznymi kanałami prowadzącymi do starych składów handlowych, uzupełnionych nową architekturą mieszkaniową i biurową. Jak również nowoczesne Hafencity budowane na terenie starego portu. Tworzą niespotykany charakter miasta portowego, otwartego na różnorodność, zachęcającego do spacerów.

Alstersee

Wartym zobaczenia jest również zespół parkowy Planten un Blomen, piękny za dnia z największym ogrodem japońskim w Europie jak również zachęcający do spacerów wieczorową porą kiedy to odbywa się spektakl zabaw na wodzie (Wasserspiele), podświetlanych fontann pulsujących w rym muzyki.

Wasserlichtspiele Planten un Blumen

Hamburg nocą



Sylwester 2009/2010

1 01 2010
Sylwester 2009/2010

 

Sylwester 2009/2010

 

Sylwester 2009/2010

 

Sylwester 2009/2010

 

Sylwester 2009/2010

Sylwester 2009/2010

Picture 1 of 5

   



Bratysława

15 12 2009

Dzisiaj tylko zdjęcia, prawie bez tekstu. Do Bratysławy zawitałem latem 2005 roku z moim starym, tradycyjnym aparatem. Miłego oglądania.

Latarnia

Picture 1 of 9

   



Najlepsze automaty z biletami są w Paryżu.

13 12 2009

Wspólny rynek łączy Europę, zapewnia swobodny przepływ dóbr i usług. Jest też przejawem globalizacji świata przeciwko której wiele osób protestuje. Ma swoich zwolenników oraz nie mniejsza liczbę przeciwników, ma również swoje czkawki jak każdy duży system. Będąc w Paryżu jedna z tych czkawek wspólnego Europejskiego rynku dopadła i mnie zarówno w zabawny jak i irytujący sposób.

Jak wszędzie należy tak i w Paryżu aby podróżować transportem publicznym należy nabyć bilet. Bilety wszelkiego typu sprzedawane są w licznie występujących automaty. Problem w tym, że automaty przyjmują jedynie monety oraz karty płatnicze. Po przylocie do Paryża skierowałem swoje kroki do najbliższego automatu, niestety drobne przywiezione z Łodzi szybko się skończyły. Jednakowoż jak każdy nowoczesny i zaradny podróżnik nie zraziłem się tym faktem, gdyż miałem przy sobie kilka kart płatniczych różnego typu.

Wszystko wydawać by się mogło proste i przyjemne, o to ja z Polski w końcu jednego z krajów Uni Europejskiej chciałbym skorzystać z jednego z przejawów globalizacji czyli zapłacić wystawioną przez jeden z polskich banków kartą za bilet w Paryżu. Niestety jak łatwo przypuścić okazało się to nie być prostą czynnością. Każdy z nowoczesnych automatów wykazywał się własnym wrodzonym sprytem i przebiegłością w zakresie przyjmowania transakcji polskimi kartami płatniczymi. Jeden realizował je bez błędnie, inny przyjmował karty wybiórczo raz te z tzw. chipem innym razem tylko i wyłącznie starszego typu magnetyczne. Do granic złośliwości posunął się jeden z automatów w dniu ostatnim kiedy oczywiście spieszyłem się już na lotnisko. Mianowicie nie przyjął żadnej z kart. Cóż prawa Murphy-iego znowu górą. Na szczęście ludzkość została uratowana, Francuz stojący za mną do automatu dał się namówić na zakup biletu dla mnie jego kartą w zamian za banknot 10 eurowy.

Oczywiście automaty sprzedające bilety w tunelach pod Paryżem nie były jedynym punktem wartym zobaczenia w Paryżu, poniżej moje zdjęcia z tej wyprawy.

Ponad dachami Paryża

Picture 1 of 8

   



Madryt

3 10 2009

To nie jest mój pierwszy pobyt w stolicy Hiszpanii, byłem tutaj rok temu. Tym razem Madryt przywitał mnie piękną wrześniową pogodą zachęcającą do zwiedzania. W zeszłym roku przez dwa tygodnie miałem okazje poznać sporą część miasta, dlatego też cieszyłem się na możliwość zobaczenia po raz kolejny znajomych miejsc. Mogę tylko żałować, że nie byłem w Madrycie dłużej oraz że nie jestem tam tylko i wyłącznie dla przyjemności.

Moje pierwsze kroki jak wielu turystów skierowałem w stronę placu Del Sol samego centrum Madrytu, na którym znaleźć można symbol miasta, niedźwiedzia zjadającego owoce z drzewa poziomkowego, pod którym tradycyjnie wszyscy robią sobie zdjęcia. Idąc dalej wraz z tłumem zwiedzających i mieszańców mijając Teatr Królewski, dotarłem do pałacu Królewskiego, pełniącego obecnie funkcje tylko i wyłącznie reprezentacyjne i muzealnicze. Opodal pałacu Królewskiego znajduje się ukończona w 1992 roku La Almudena – madrycka katedra, którą w szczególności warto zobaczyć późnym wieczorem, kiedy jej fasada oświetlona jest feria barw odcinających się od granatu nieba.

Kiedy jesteśmy już w rejonie Pałacu Królewskiego warto wybrać się na Plac Hiszpański (Plaza de Espana) aby zobaczyć pomnik Cervantesa oraz znajdujących się u jego stóp Don Quijote’a i Sancho Panzy. Idąc trochę dalej można dotrzeć do Świątyni Debod (Temlo de Debod) położonej na wysokiej skarpie ponad doliną rzeki Manzanares. To jest kolejne miejsce w Madrycie, które warto odwiedzić wieczorem tuż przed zachodem słońca. W szczególności warto spojrzeć na przepięknie oświetlony Pałac Królewski oraz Madrycką Katedrę.

Jednym z ciekawszych miejsc, które mogę zawsze polecić w Madrycie każdemu, jest park Buena Retiro. Położony w samym centrum miasta opodal łuku Alcala, jest tradycyjnym miejscem odpoczynku mieszkańców Madrytu. W szczególności popołudniami wypełnia się gwarem ludzi przechadzających się ścieżkami wśród artystów i kuglarzy prezentujących swoje sztuki; siedzącymi na trawnikach, z których nie są przeganiani przez strażników szanowania zieleni. Oraz licznymi grupami bębniarzy, którzy w szczególności upodobali sobie rotundę pomniku Alfonsa XII, nadających całości mistycznie – etniczny charakter. Wracając do centrum miasta z parku Buena Retiro w stronę Del Sol, warto wybrać się i zobaczyć dwie światowej sławy kolekcje malarstwa Prado goszczące między innymi dzieła Francisco Goya i Diego Velazqueza oraz kolekcję Thyssen – Bornemisza prezentującą ponad siedem wieków malarstwa.

Na koniec, chcę dorzucić moje dwa grosze komentarza do ostatnich opinii na temat Łodzi zaprezentowanych przez Hiszpańskich dziennikarzy po EuroBaskecie. Stolica Hiszpanii jest pięknym miastem, pełnym życia i pięknych zabytków zwiedzanych przez setki turystów dziennie. Ma jednak swoje inne oblicze, liczne nierówne, lecz przede wszystkim brudne ulice, ściany budynków pomazane grafiti, jest nie w mniejszym stopniu obecnie rozkopana niż Łódź. Nie zamierzam bronić zaniedbań w moim ojczystym mieście, jednak ciskając kamieniem trzeba czasami zajrzeć na swoje własne podwórko.

Del Sol

Picture 1 of 18

Niedziedz przy drzewie poziomkowym

   



Muzeum Zagłębia Staropolskiego – Sielpia Wielka k/o Końskich.

10 09 2009

Wiatry podróży przywiały mnie do Sielpi koło Końskich. Znane wielu miejsce wypoczynku nad wodami zalewu pośród lasów Koneckich ma długą historię oraz może poszczycić się rzadkimi zabytkami techniki przemysłowej.

Historia zaczyna się w roku 1821 a wiążą się z powstaniem Zagłębia Staropolskiego, sięgającego od Wisły po Pilice i Nidę na zachodzie. Wtedy to z inicjatywy Stanisława Staszica rozpoczęto budowę zakładu walcowni i pudlingarni. Działalność przemysłową w tym urokliwym miejscu rozpoczęto od spiętrzenia wód rzeki Czarnej Koneckiej, w ten sposób powstał zalew obecnie wykorzystywany przez wypoczywających. Jednak wtedy spiętrzona woda poprzez olbrzymie koło wodne napędzała maszyny pracujące w zakładzie. Zakład bazował na lokalnej rudzie żelaza wydobywanej i wytapianej w wielkich piecach w okolicach Kawęczyna. W Sielpi żelazo przerabiano na stal w procesie pudlingu (ang. Puddling). Produkcja dochodziła nawet do 3 tys. ton wyrobów w przeciągu roku. W przeciągu lat działalności wyczerpały się lokalne rudy żelaza, na których bazowała produkcja zakładu oraz wzrosło znaczenie i konkurencja w Zagłębiu Dąbrowskim dlatego też już w 1921 został zamieniony on na Muzeum.

Zwraca uwagę rozmach, z jakim stworzona została ta inwestycja obejmująca sporych rozmiarów sztuczny zbiornik piętrzący wody rzeki, liczne hale przemysłowe, 29 domów dla pracowników, duży budynek dla kierownictwa zakładu a nawet szkołę i szpital. W obecnej postaci zachowane zostały budynki walcowni i pudlingarni oraz dwa budynki suszarni drzewa, którym opalano piece pudlingowe. W muzeum zobaczyć można liczne, bardzo ciekawe zabytki techniki ówczesnych lat rewolucji przemysłowej, jak choćby jedną z najstarszych maszyn parowych na tereni Polski pochodzącą z 1858 roku oraz największe ważące ponad 80 ton śródbieżne koło wodne o średnicy 9 metrów. W ostatnich latach został odbudowany jeden z pieców pudlingowych. Fajnym aspektem wizyty w Muzeum Staropolskiego Zagłębia jest możliwość zobaczenia sporej części z prezentowanych maszyn w działaniu.

Muzeum Zagłębia Staropolskiego zainteresuje każdego, kto interesuje się starym przemysłem i maszynami. Szkoda tylko, że pozostaje na uboczu oraz słabo rozreklamowane a przez to rzadko odwiedzane przez turystów.

Koło wodne

Picture 1 of 19

   



Budapeszt

12 08 2009

W Budapeszcie spędziłem tylko jedne dzień podczas zeszłorocznego pobytu na Węgrzech. Ubolewam nad tym, że nie miałem okazji poznać bliżej tego pięknego miasta położonego na brzegach Dunaju. Pozostaję, jednak pełen nadziej, że uda mi się jeszcze zagłębić pomiędzy kamienice Budapesztu. Stolica Węgier powitała mnie raczej kapryśną pogodą, przechodzącą w zaskakująco szybkim tempie od opadów kapuśniaczka do błękitnego nieba i z powrotem. Podobnie też było, o czym miałem się później dowiedzieć z telewizji, z atmosferą w mieście dzięki starciom przedstawicieli dwóch różnych frakcji politycznych z policją. Kiedy wysiadałem z pociągu, który przywiózł mnie z Szekesfehervar, było to dla mnie bez większego znaczenia.

Wzgórze Zmakowe Bez większego planu udałem się pod górkę z dworca Deli w kierunku Zamku Królewskiego Budapeszcie. Droga na wzgórze okazała się dosyć prosta. Rozległe wzgórze zamkowe zabudowane jest licznymi mniejszymi i niższymi kamieniczkami oraz sporym barokowym pałacem. Po samym wzgórzu biegnie plątanina malowniczych uliczek, pod którymi kryje się prawdziwy labirynt. Niestety ze względu na skromność czasu, jaki przeznaczyłem na wycieczkę, nie mogłem poznać do końca całego piękna tej budowli.

Wzdłuż Dunaju w stronę wyspy Św. Małgorzaty

Parlament Schodząc ze wzgórza zamkowego, kierowałem się na kolejną nie mniej znaną budowlę Budapesztu, mianowicie Most Łańcuchowy. Jednak nie on był moim celem, idąc wzdłuż Dunaju skierowałem moje kroki w stronę wyspy Św. Małgorzaty. Miejsce wypoczynku wielu Budapesztańczyków, oaza zieleni, piękny teren parkowy położonych na samym środku Dunaju, znany i doceniany już ponad 1000 lat. Obecnie na samej wyspie znajduje się wiele budynków świadczących o jej historii oraz miejsc do uprawiania sportu i wypoczynku. Mnie osobiście zauroczyła fontanna, pośród drzew tryskającej strumieniami wody w rytm muzyki, przy której można posiedzieć i podziwiać jej urok. Wracając z wyspy Św. Małgorzaty, mijam ponownie najbardziej znany symbol Budapesztu, czyli budynek Parlamentu. Z jego spiczastymi wieżyczkami, dużymi łukami i wprost imponującymi rozmiarami. Parlament

Most Łańcuchowy

Most Łańcuchowy Ostatnim zabytkiem Budapesztu, który udalo mi się podziwiać przed nieuniknionym powrotem do Szekesfehervar był słynny Most Łańcuchowy. Przez laty, Buda i Peszt były osobnymi miastami zdecydowanie niemającymi się ku sobie, dopiero połączenie ich pierwszą trwała przeprawą, jaką był Most Łańcuchowy, dało początek obecnej scalonej stolicy Węgier, Budapesztowi. Sam most po dziś dzień pozostaje dziełem sztuki architektonicznej oraz inżynieryjnej.

Kamieniczki

Picture 1 of 13

Kamieniczki na wzgórzu Zamkowym.

   



Szekesfehervar (Węgry)

25 07 2009

Szekesfehervar kiedyś znany pod łacińską nazwą Alba Regina, jest zarazem najstarszym miastem oraz pierwszą historyczną stolicą Węgier. Jak każde stare miasto może poszczycić się piękną, długą i zawiłą historię. Niestety wieki panowania Tureckiego odcisnęły na nim swoje piętno. Obecnie poza ruinami katedry z grobami pierwszych Królów Węgier, warto przejść się po malowniczej barokowej starówce powstałej w XVIII wieku za panowania Habsburgów.

Wąskie uliczki z barokowymi fasadami domów, duże place przyozdobione licznymi pomnikami, rzeźbami i fontannami stojącymi w zaskakujących miejscach tworzą niepowtarzalny charakter Starego Miasta Szekesfehervar. Uzupełniają kościoły schowane w różnych zakamarkach uliczek starówki z dzwonnicami górującymi ponad dachami jej domów.

Warto się zagłębić w pieczołowicie odrestaurowane wąskie uliczki, aby odkryć kilka małych tajemnic. Pierwszą napotkamy na głównym deptaku (Fo utca), to Pani Kati upamiętniającą tradycje kupieckie miasta. Idąc dalej głównym deptakiem, dotrzemy do ruin katedry, jednak wcześniej warto zatrzymać się na chwilę obok fontanny Orb symbolizującej historię miasta. Skręciwszy w prawo od niej usłyszymy chichot trefnisia. Trudno go wypatrzyć, gdyż siedzi na linie ponad uliczką. Przechodząc dalej przez bramę trafimy na wewnętrzny dzieciniec o ścianach porośniętych połyskującym zielenią bluszczem oraz oknach ozdobionych pelargoniami. Usiądźmy na stojącej na nim ławce i doczekajmy do samego południa, kiedy to zegar z pozytywką z dzwonków zaprezentuje nam swoje figury. Szekesfehervar jest naprawdę prześlicznym miastem.

 

Zagar figuratywny

Picture 1 of 16

 



Działki

20 07 2009

Na działkach najbardziej lubię niekończące się letnie wieczory, kiedy to zachodzące słońce kładzie długie, plastyczne cienie drzew i krzewów na perfekcyjnie wypielęgnowanych przez działkowiczów trawnikach. Jednocześnie to samo ciepłe słońce wydobywa przepiękne kolory wszystkich kwiatów i roślin rosnących na rabatach. W tym samym czasie delikatny wiatr przegania ostatnie wonie rozpalonych wcześnie grilli, dzięki czemu do głosu dochodzą odurzające zapachy kwiatów.

Nadciągający chłód wieczoru odprowadza do domów ostatnich wypoczywających na działkach ludzi a ich miejsce zajmują odgłosy owadów i ptaków zamieszkujących ogródki. Dających jedne ze wspanialszych koncertów pośród tego pięknego miejsca. Kawałka tajemniczego ogrodu w samym centrum miasta.

Picture 1 of 6